
Każdy kto miło wspomina ‘Chłopców z Ferajny’, ‘Człowieka z Blizną’ czy ‘Nietykalnych’ od dawna zacierał recę na ‘Amerykańskiego Gangstera’. Po pierwsze- znane nazwiska, po drugie- ameryka lat 70′ no i po trzecie, najważniejsze- gangsterka. Czyli to co tygryski lubią najbardziej. A do tego jeszcze narkotyki, korupcja i piękne kobiety…
Największa zaleta filmu ‘Ridleya Scotta’? Jest dokładnie tym, czego człowiek od niego oczekuje. Gangsterzy, odczuwalny klimat tamtych lat, wyraziste portrety psychologiczne, przemoc, kultowe ujęcia i twardziel, który potrafi być zarówno kochającym synem jak i mordercą, który robi co chce i pompuje w U.S.A ogromne ilości narkotyków.
Nic tutaj nie ociera się o kicz. Denzel Washington i Rusell Crowe grają świetnie, choć życiową rolę, która przyćmiewa wszystkich stworzył
Pojedynek między bezwzględnym gangsterem a uczciwym, stereotypowym gliną wciąga. Zresztą historie o wielkiej kasie, wspinaniu się na szczyt i szybkim z niego upadku zawsze wciągają.
Nie brak tutaj również soczystych i niezapomnianych scen, które robią wrażenie. Przyznajmy szczerze, że te mają miejsce tylko z Frankiem Lucasem. Myślę, że Frank Lucas będzie dla raperów amerykańskich nowym Tonym Montaną (choć szkoda, bo ten drugi zabijał komunistów dla zabawy a Lucas z nimi handluje)
Film absolutnie udany a nawet wyśmienity. Akcja, świetne zdjęcia, pamiętliwe ujęcia, plejada gwiazd. Doskonały w swoim gatunku, lecz wątpie by stał się kultowy. Czas pokaże.
9/10