S.F.W/ Cholerny Świat/ I co z tego

9 04 2008

1994, reżyseria Jefery Levy scenariusz Danny Rubin , Jefery Levy zdjęcia Peter Deming (więcej…) muzyka Graeme Revell
na podstawie: powieści Andrew Wellmana czas trwania: 96

Film pokolenia Nirvany.  Bez pretensji i pozy.
Grupa terrorystów barykaduje się w supermarkecie z garstką zakładników. Szaleńcy przez 36 dni nagrywają całą sytuację i wysyłają na bieżąco taśmy do telewizji z żądaniem emisji bez jakiejkolwiek cenzury- w przeciwnym razie grożą eksterminacją przetrzymywanych. Kolejno mordują niewinnych ludzi a cały świat na to patrzy. Obserwuje też postawę Cliffa, który dzielnie stawia opór oprawcom wyśmiewając ich i okazując brak strachu- ma wszystko gdzieś. ‘So fucking what?’
Z tragedii ocalały tylko dwie osoby: Cliff Spab (Stephen Dorff) oraz Randy Pfister (Reese Whiterspoon)
Z miejsca stają się bożyszczami tłumów. Cliff jest mega gwiazdą, wszyscy chcą go dotknąć, każdy wierzy w jego filozofie ‘i co z tego- so fucking what) a sam Spab staje się guru i głosem nowego pokolenia.
MTV, Talk Show, 60 minut, wywiady, książki- wszyscy w wielkiej podniecie skupiają się wokół Cliffa. Rodzina i najbliżsi węszą tylko pieniądze Ten nie bardzo to wszystko rozumie i niezbyt się tym przejmuje- więc postanawia uciec. Okazuje się to niemożliwe. W efekcie postanawia rzucić się w wir sławy i dać ludziom to, czego chcą. Jednak okazuje się, że media rządzą się swoimi prawami.

“Reality show pokazują gówno a nie rzeczywistość”. Nie można powiedzieć, że film ‘Cholerny Świat/ i co z tego?” zamyka się w tym twierdzeniu, lecz na pewno stanowi ono tło dla tej bardzo ciekawej, niesamowicie świeżej produkcji.

“S.F.W.” (So Fucking What) w teorii nie ma predyspozycji by być aktualnym po tylu latach. Wręcz przeciwnie- mogłoby się wydawać, że film się szybko i mocno postarzeje, straci na znaczeniu. A wyprodukowano go w 1994 roku

‘SF.W.’ stoi bardzo mocno w swoich czasach. Czasach pokolenia X, początku lat 90′, gdy królowała Nirvana i grunge. Młodzi totalnie się buntowali przeciw wszystkiemu oddając się czci malowanym autorytetom, którzy taplali się w wulgaryzmach, brudzie i totalnej abnegacji.
Film mocno wpisuj się w tamten czas, tło muzyczne jest bardzo apetyczne- pojawia się tutaj Soundgarden, Pearl Jam, Marilyn Manson a nawet Radiohead i Hole.

Nie ma tu nikt na celu jakiegoś buntu przeciw mediom, estabilishmentowi czy kulturze- zero pretensjonalności i pozerki. I to w tym filmie jest piękne, bo doskonale oddaje tamtą epokę i uczucia jej towarzyszące.
W żadnym wypadku nie jest to film błahy lub taplający się w totalnym zaprzeczeniu wszystkiego. Przede wszystkim mamy tutaj wyśmienitego Michaela Dorffa, który później okazał się być najlepszym aktorem w całej trylogii Blade’a wcielając się w rolę Frosta….
Gra on lekko i zupełnie na luzie doskonale wciela się w postać mimowolnego bożyszcza tłumów. Z kolei wtórująca mu Reese Whiterspoon idealnie gra rolę niewiniątka.
Przesłanie filmu jest naprawdę niebanalne i absolutnie nie zamyka się w sloganie ‘media kłamią’ czy ‘realit shows niszczą’ (choć trzeba przyznać, że ta myśl 14 lat temu okazała się niesamowicie prorocza, gdyż film doskonale obrazuje rozmach tego wszystkiego)
W zasadzie każdy przeżywa wszystko, powtarza i naśladuje co zobaczy, ale nie rozumie niczego. Tak czy siak- minie chwila i pojawi się nowy trend. Zero refleksji. W tym wszystkim trzeba się odnaleźć i trzymać równowagę.

‘Cholerny świat’ to moim skromnym zdaniem pozycja obowiązkowa. Perełka, pomnik pewnego nurtu tamtych lat- jakże szczęśliwym trafem nie wyszedł z tego jakiś szczeniacki silący się na bunt pastisz. Bardzo ciekawe i klimatyczne kino zrealizowane w konwencjonalny sposób, bez żadnych psychodelicznych tricków.

Dodatkowo, jeśli ktoś kiedykolwiek interesował się muzyką z Seattle lub fenomenem tamtego czasu- odnajdzie w filmie znacznie więcej wartości i sensu.

Ciekawostka:

Może zastanawiać, czemu zabrakło ‘Nirvany’ na ścieżce takiego filmu. Sam reżyser twierdzi, że to wszystko na swój sposób odnosiło się właśnie do Kurta Cobaina. Oczywiście samobójstwo Kurta nastąpiło już po wyprodukowaniu obrazu- były problemy z prawem. Reżyser wspomina również, że bardzo dziwiła go Courtney Love, żona Kurta, która w wywiadach nt. śmierci męża ciągle powtarzała filmowe ‘So Fucking what’.
‘That was wired’- stwierdził sam reżyser (dla niewtajemniczonych- Cortney Love to niezłe ziółko, powszechnie uważa się że zbiła na Kurcie żerując na nim przez lata- szczególnie po jego śmierci)

8/10





Next

29 01 2008
 
 
 2007. reż Lee Tamagori (‘W sieci Pająka’, ‘Rodzina Soprano’) wyk. N. Cage, J. Biel, J. Moore 


 Cris Johnson (Nicolas Cage) jest magikiem w Vegas, który zabawia publiczność sztuczkami za 50 dolców. Wydaje się być sztampowym magikiem z miasta grzechu, gdyby nie jeden szczegół- widzi przyszłóść. A przynajmniej każde nadchodzące 2 minuty. 
Naszym bohaterem zaczyna się interesować FBI, gdyż terroryści planują zdetonować broń jądrową na terenie USA, a agentka Callie Ferris (Julianne Moorejest przekonana, że właśnie Johnson aka ‘Frank Cadillac’ może pomóc ocalić życia niewinnych ludzi. 
Ten jednak ma dość, że inni całe życie go wykorzystują i meczą a na dodatek zakochuje się w niczego nie świadomej Liz Cooper (Jessica Biel) 

Ależ to banalnie brzmi! I tak właściwie to wygląda. Największą słabością filmu jest idiotycznie infantylna fabuła. Nie jest to grzech wielki, gdyż w wielu innych filmach to uchodzi płazem a nawet na dobre! Tutaj jednak zmiksowanie faceta, któri widzi 2 minuty do przodu i agencji FBI, która chce ocalić amerykę przed francuskojęzycznymi terrorystami daje jeden efekt: żenadę. 
Temu wszystkiemu szkodzi jeszcze Julianne Moore, wyśmienita przecież aktorka. W roli zdeterminowanej agentki, biegającej ze spluwą, skaczącej, strzelającej i mówiącej o zagrożeniu jądrowej wyszła komicznie do tego stopnia, że bardzo irytuje i przeszkadza. 

Jessica Biel jakby z choinku urwana- cudowne dziewcze, uczące indiańskie dzieci poznaje Franka Cadillaca… Doprawdy wzruszające. Na filmie wygląda to lepiej, bo Biel wypada jakoś tak niewinnie przy tych wszystkich mankamentach. 

‘Next’ broni się kilkoma zabawnymi momentami, gdzie nasz bohater rozważa alternatywne wersje przyszłośći, gdzie np. sprawdza jak poderwać wybrankę. Troszkę to dało odetchnąć od głodnych, zbyt głodnych kawałków. 

No i zakończenie. Jakieś takie inne jak na tego typu film. Trochę to ratuję film, lecz tylko trochę. 
Na poziomie średnim, nie poniżej oczekiwań- taki właśnie jest ‘Next’ 
 
 5/10 





Rush Hour 3/ Godziny Szczytu 3

15 01 2008

 

 2007, reż. Brett Ratner, wyk. Jackie Chan & Chris Tucker    

Z wielką nostalgią wspominam genialną serię ‘Zabójcza Broń’. Nikt nie wymyślił lepszego kina rozrywkowego. Salwy śmiechu, strzelaniny, świetni aktorzy, ironia, brak nadęcia.Ideałsobotniego filmu.   

Godziny Szczytu, chociaż dalekie od tego ideału zawsze zapewniały niezlą rozrywkę i przywodziły na myśl Glovera i Gibsona w pamiętnej, błyskotliwej serii.I co z tego, że w 3. części niektóre zwroty akcji są tak irracjonalne i nieprawdopodobne, że wołają o pomstę do nieba. Cóż komu może szkodzić infantylny czasem humor i przesadzone gagi, jeśli to wszystko jest tak zabawne, zgrabne i przede wszystkim rozrywkowe. Tutaj chodzi o rozrywkę!

   Ironię czułem bardzo wyraźnie, tylko idota nie zorientuje się, że Jackie Chan i Chris Tucker puszczają do widzów oczko, śmieją się sami z siebie. A my razem z nimi! Świetne efekty specjalne, bijatyki, humor rasowy, niepoprawne politycznie żarty a nawet humor ala ‘to musiało boleć… ha ha ha’  gwarantują dobrą zabawę!’Godziny Szczytu 3′ niczego nie udają. 

 Z czystym sumieniem mogę ocenić film na 4/10 i POLECIĆ GO KAŻDEMU. Do kotleta, gdy nie ma lepszego pomysłu, czy aby zabić czas lub rozerwać się innymi osobami. Dobrze, że robi się jeszcze takie filmy. Tak bardzo amerykańskie, jak za dobrych lat 80. 





Resident Evil 3: Extiction

14 01 2008



Nigdy nie miałem problemu z serią ‘Resident Evil’. Jest to kino dla konkretnej grupy odbiorców. Z założenia ma to by film klasy ‘B’, bez zbytnich ambicji, pełny walk, akcji no i nieumarłych. Osobiście uważam, że odwiecznym konkurentem serii ‘RE’ jest oczywiście trylogia ‘Blade’a:, która jednak niszczy ‘Resident Evila’ na każdym calu. Podobieństw jest mnóstwo: dobór muzyki, klimat, główni bohaterowie, prowadzenie fabuły i… ‘głębia’.

 

‘Resident Evil’ to dla większości będzie trzecia część wielkiej porażki. De facto film reprezentuje bardzo niski poziom. Jak zwykle- film o party o grę to porażka .

Jeśli podejść z dystansem, wybaczyć idiotyzmy i podejść ze zrozumieniem do koniecznych elementów, które mocno irytują: możemy się nieźle bawić. Największym plusem tej części jest klimat.

Dzięki opuszczonemu Las Vegas zapachniało Mad Maksem i innymi postnuklearnymi dziełami. Do tego wiele nawiązań do rzeczy najlepszych w części pierwszej, kilka ładnych efektów specjalnych, totalnie głupie dialogi i przezabawny główny boss i dostajemy film celowo niedoskonały: dla wyjadaczy gatunku. Jakoś to do mnie przemawia.

Broń Boże polecać, ale dla mnie to pozytywnie zakręcone kino!

 
Oczwywiście 4/10 
 
Obraz kosztował ok. 50 mln dolarów a zarobił ponad 150. Prawdziwy megahit w kategorii filmów opartych na grach… Więc 4. część na pewno się pojawi 




King of New York/ Król Nowego Jorku

23 06 2007

1990,  reż. Abel Ferrara, wyk. Christopher Walken, Lawrence Fishburne, Wesley Snipes, David Caruso, Steve Buscemi

Przywódca grupy przestępczej, Frank White (Chritopher Walken) po wielu latach opuszcza mury więzienia. Milcząco powraca do Nowego Jorku, gdzie nadal cieszy się ogromnym szacunkiem i poważaniem wśród swoich ludzi, szczególnie Jimmy’ego (Laurence Fishburne). Ci pozostali mu wierni i w jego służbie dbali o majątek i pozycję. Frank szybko postanawia wrócić do gry, miażdząc bossów włoskiej mafii, którzy ‘rozsiedli się’ w wygodzie podczas jego nieobecności a następni jednego po drugim elimuje dystrybutorów narkotyków, by bez żadnych przeszkód przejąć rynek. Przed Frankiem drży przestępczy świadek, policja go nienawidzi a ludzie i media traktują go jako bohatera: pieniądze z narkotyków łoży na szpitale, eliminuje tylko szumowiny, gwałcicieli, pedofili i inny element, by handel odbywał się bez tego brudu. Frank nie ma żadnych hamulców, lecz w kieszeni ma władze miejskie, dużą część policji a na jego straży stoi jego miłość, pani mecenas (Vanessa Angel).Grupa policjantów dochodzi do wniosku, ze skoro nie można tknąć Franka, trzeba sięgnąc po inne metody.

‘Król Nowego Jorku’ to film, wbrew samej histori, nietuzinkowy. Żadna to opowieść sensacyjna czy kino akcji. Lecz na pewno na najwyższym poziomie klasyka. Jedno z ważniejszych dzieł doskonałego reżysera jakim jest Abel Ferrara (Zły Porucznik,Zaćmienie). Ferrara większość swoich filmów osadza w Nowym Jorku, i wydaje się że również w tym filmie miasto jest jednym z bohaterów. Lecz nie wybija się na pierwszy plan tak jak charyzmatyczny i tajemniczy Frank White- doskonała rola Christophera Walkena, który sportretował nieodgadnionego człowieka, milczącego i wylewnego zarazem. Gangstera ze złotym sercem, któremu inni mafiosi nie mogą wybaczyć sympatii dla czarnoskórych. Walken wypada znakomicie, nawet gdy nic nie mówi na ekranie. W pamięci pozostają początkowe sekwencje, gdy Nowy Jork odbija się na jego twarzy podczas jazdy samochodem.

Król Nowego Jorku to istny skarbiec aktorskich osobowości. Praktycznie każdego aktora na planie kojarzymy, nawet w w trzecioplanowych rolach (w takich pojawiają się tu dzisiejsze gwiazdy takich serialów jak Rodzina Soprano, Lost, Nip/Tuck Bez Skazy, CSI: Kryminalne Zagadki). Doskonałe kreacje oddali tutaj Larry Fishburne-wyluzowany, głośny, obleśny czarnoskóry bandzior z niewypażoną gębą, Wesley Snipes i David Caruso jako nieokrzesani policjanci. Warto zobaczyć film dla niesamowitych postaci, w jaki obfituje ten film odgrywanych przez dzisiejsze gwiazy. Jak większość filmów Ferrary ‘Król Nowego Jorku’ przyciąga mrocznym klimatem wielkiego miasta, przemocą i sugestywnymi zdjęciami. Prawdziwa uczta, polecam.

Jest to głosny film, a zarobił (bagatela) Nieco ponad dwa miliony dolarów :) Pamiętać należy, że Abel Ferrara to właśnie autor filmów niskobudżetowych (za grosz tu nie widać w tym filie)

8/10

FILMWEB: Link