Lejdis

24 02 2008

 

‘Lejdis’ reklamowane są jako kobieca odpowiedź na ‘Testosteron’. Film jawi się jak popowa papka i chyba nikt się po nim niczego dobrego nie spodziewał. Jest to kolejny dowód na to, jak wiele znaczy ‘nastawienie na film’, gdyż ja pełen niechęci zaskoczyłem się tym filmem. A polski film, mówiąc brutalnie, może zaskoczyć tylko in plus…
Nie zmienia to jednak faktu, iż ‘Lejdis’ to płytki, głupi, wulgarny i w pewnych momentach wręcz kiepsko napisany i nakręcony film. Jako komedia również zawodzi, gdyż ze śmiechu nie umrzemy.
By być uczciwym muszę przyznać, że spodziewałem się żenującego ataku na mężczyzn i plejadę kiepskich żartów opartych tylko na tym, by być odwrotnymi do tych z ‘Testosteronu’. Nic z tego. ‘Lejdis’ nie  jest do przesady płytki i pretensjonalny. Jest tam kilka zabawnych żartych- zarówno głupich jak i inteligentnych. Trudno mieć zarzut do obsady- zarówno cieszy oko jak i gra na zadowalającym poziomie.
‘Lejdis’ to kolejny film wyalienowany z Polskich realiów o bogatych singlach z Warszawy. Tym razem jednak kalka ‘Seksu w wielkim mieście’ jest wręcz bezczelna.
Warto zauważyć, że obejrzenie ‘Lejdis’ to nie męczarnia a nawet miejscami jest zabawnie.

3/10





Stealth/ Niewidzialny

29 06 2007

 

2005, reż. Rob Cohen, wyk. Jamie Foxx, Josh Lucas, Jessica Biel

Już trailer zwiastował strasznie naiwny, niemal telewizyjny schemat- cudownej broni wojskowej, wyposażonej w SI, która bedzie rywalizowac z ludzmi (3 przyjaciół, genialni piloci ;-) ) i nagle… dochodzi do zwarcia… o nie!  Robo-mysliwiec staje się zły i chce mordować! Och nie!
Film OKLEPANY DO BÓLU, wszystko się sprawdza:
-Pojawia się genialna , inteligenta maszyna, która nagle dostaje świra i już chce zabijać, wszystko oczywiście zgodnie z prawami logiki (ala’ ‘Ludzkość i tak zmierza do destrukcji’:F)
-Czarnoskóry aktor ginie pierwszy
-Głowny bohater opiera się przed uczuciem do głównej bohaterki (relacje stricte zawodowe za wszelką cene) ale nagle puszczają mu hamulce! On ratuje ją z opresji i wyznaje miłość! nieważne, że prawdopodobnie wywołał WWIII i unicestwiono przy tym kilkaset istnień ludzkich:D Hollywood mówi: Miłośc uber alles!
-Pan odpowiedzialny za cały tn wojskowy projekt jest ZŁY, NIEDOBRY, BRZYDKI, BEZDUSZN i chce poswiecic zycie ludzie dla robota! Mua ha ha ha! Cóż za skomplikowana postać i soczysty portret psychologiczny:D
- Bohaterzy, zza rogu wystawiając dłon z karabinem (a zwykle za ów róg nawet nie patrzą..) powalają 3/4 oddziału wroga, podczas gdy…
-Dowódca, herszt, doświadcziony wojak, po 15 sekundach mierzenia ze snajperki trafia w ręke (sic? lol?)
-Dwa myśliwce rosyjskie padają, Północna Korea zaatakowana w imie miłości, przestrzeń powietrza wielu państ naruszona, śmierć, katastrofa,… ale nikt nie interweniuje, jakby nie było władzy zwierzchniej… A konsekwencje? Jakie konsekwencje… za to
-DZIELNI piloci pozostaja bezkarni bo czynili co czynili w imię miłości…]
-I teraz już się kochają i mogą to sobie powiedzieć! TADAM!

No i tak faktycznie było. Do połowy fillm był oklepany do bólu, a przez cały czas zbyt fantastyczny (bohaterzy nigdy nie pudłują i są kuloodporni… No, oprócz czarnucha:) )
ALE…
jest to idealny film na relaks! Po połowie, robi siię dużo lepiej, i całkiem ciekawie w w swej konwencjonalności nie konwencjonym się staje.
Zrelaksowałem się, napatrzyłem na fajne efekty specjalne, pokręciłem głową na głupoty… Fajnie było Taki film-zabawka.

4,5/10

FILMWEB 





Hills have eyes 2/ Wzgórza Mają Oczy 2

28 06 2007

 
Totalne nieporozumienie. Doskonale rozumiem konwencje takich filmów, wiadomo, że prawa logiki nie muszą się imać. Lecz kiedy nie ma mowy o ironii to trzeba przyznać, że czasami niektóre idiotyzmy są nie do zaakceptowania. A takim idiotyzmem jest dla mnie zachowanie żołnierzy w tym filmie.
Właściwie to szczegół. O ile pierwsza część, choć słaba również, dość przypadła mi do gustu (znacznie większe znamiona postnuklearnego świata, muzyka, lokacje, zdjęcia, gore) o tyle ta część wypada przeraźliwie słabo. Akcja jest ślamazarna. Kolejne śmierci coraz bardziej uwierające w swej naiwności (za każdym razem coraz głośniej kpimy z głupoty bohaterów, pomimo, ze wiemy, iż i tak ich rolą jest nędzna śmierć). Zupełnie zaniknął tutaj klimat, który mógł być podporą jakości i tarczą przed koniecznymi, wypływającymi z konwencji słabościami.
Totalne dno, a do tego nudne. Nawet w swojej klasie.
Najlepszy w tym filmie chyba jest… trailer.

Pierwotny, który dopiero zapowiadał film- bez obwieszczania daty premiery. Był genialny i doskonale oddawał to, co serce człowieka rozpamiętującego się we wspaniałych chwilach z Falloutem kocha najmocniej. Żaden zlepek scen. Jedynie sekwencja.
I właśnie dlatego też cz. 1. wybaczyłem wiele- ciut lepszy scenariusz, ciekawsze postaci no i klimat…..
A część druga jest nudna, zaciemniona i zbyt naiwna w nachalności pewnych rozwiązań.
Przeraża mnie, że taki scenariusz napisał Wes Craven. A to nie to miało w tym filmie przerażać!

Kasowy sukces- 32 miliony dolarów zarobione przy budżecie 15 mln.
Sukces znacznie mniejszy od tego jaki osiągnęła część pierwsza, która przy tym samym budżecie zarobiła 69 mln. dol

2/10





Rocky Balboa

26 06 2007

2006, reż. scen. wyk. Sylvester Stallone

To już 6. część przygód Rocky’ego. Na samą myśl, że to kolejny epizod potyczek boksera można mieć mieszane uczucia. A gdy do tego dodać potraktowanie serio tematu walki szcześćdziesięcioletniego boksera z czarnym mistrzem świata można oczekiwać prawdziwej farsy.

Co się stało z Rockym przez te lata? Cierpi po utracie żony, nie potrafi nawiązać kontaktu z synem choć bardzo się stara oraz prowadzi małą włoską restaurację. Nie marzy o walce czy chwale. W końcu jednak poznaje Mary, a w efekcie problemów z synem i zaczyna myśleć o ringu…. I nagle przedstawiciele mistrza świata wagi ciężkiej Dixona pojawiają się u Rocky’ego by złożyć mu pewną propozycję.

To nie żart. To zarys fabuły. Mówiąc szczerze nie ma co niszczyć filmu, ale powiedzmy sobie szczerze, że jest on śmieszny. Śmieszy w swej tragiczności, równocześnie robi się smutno i żal- tego co i po co robi Stallone. Zacznijmy od tego, że Rocky Balboa ma wyraźny wydźwięk nostalgiczny za tamtymi latami, czasem młodości, świetności i sukcesu. Zarówno Rocky’ego jak i Stallone’a. Czuć to wyraźnie. I choć Reżyser, aktor i scenarzysta w jednej postaci stara się pokazać siebie jako starca, ale z jajami- to tęsknoty, która zaczyna w pewnym momencie być smieśzna się nie ustrzegł. Zacząc należy od tego, iż Stallone komicznie wygląda jako Rocky. Jest już wyraźnie brzydki i odpychający. Gdy był młody jakoś mu do twarzy było z tymi rysami. Teraz Stallone wygląda jak potwór, szczególnie w połączeniu ze stylem bycia i dykcją Rocky’ego. To samo tyczy się scen na ringu… Stallone jest już stary, straszy z ekranu zmarszczkami i żyłami i na prawdę budzi żal. Sekwencje z jego ćwiczeniami, walkami trudno traktować poważnie, a nie można tu mówić o ironii. STallone traktuje temat tak poważnie, że jest po prostu śmieszny. Długo niezapomnę widoku z profilu biegnącego po wzgórzu faceta z brzuchem w dresie…

Ten film to głównie dialogi a przede wszystkim monologi Rocky’ego. Mówi tutaj dużo i naprawdę miał szansę zademonstrować swój warsztat. Co z tego, jeśli przez dykcję, wygląd i wiek to wszystko razem wygląda naprawdę żałośnie i nie można się oprzeć wrażeniu, iż było niepotrzebne. Może i Stallone się wysila, krzyczy, przekonuje, lecz widz i tak ma na twarzy uśmiech i trochę politowania. Cały film właśnie taki jest, brak mu dystansu i wyczucia przez co jest śmieszny. Nie odczuwam żadnej pogardy, po prostu trochę mi żal. Pamiętajmy, że co jak co ale pierwsze część Rocky’ego została dwukrotnie zaliczona przez AFI do 100. filmów wszechczasów (ale 60 pozycji pod ‘Wściekłym Bykiem’, yea)

Trzeba też wspomnieć o muzyce, która choć nie jest fatalna, to pompatyczna, kiepskawa i tania.

Jedyne co naprawdę mi się podobało w tym ‘‘Rocky Balboa’ i to srodzę to Filadelfia. Filadelfia nocą. Biedna, bogata, z knajpkami, kamienicami- taka jaką pamiętamy z Rocky’ego I a jednak dzisiejsza. Bardzo klimatyczny i pociągający obraz, widać, ze Stallone czuje mięte do tego miasta. Niemniej jednak znów obraz się burzy jeśli stać fakt taki, iż Stallone namawiał radę miasta do wybudowania pomnikowi Rocky’ego…

Produkcja żałosna, obraz niepoważny i niestety wzbudza gorzki śmiech.

Na szczęśćie, bo nikomu nie życzę źle- film to OGROMNY sukces kasowy! Aż dziw, że nie było o tym w mediach: ,produkcja zarobiła 152 mln. $. Czas zdjęciowy: 38 dni. Budżet: 20 mln. $. 130 mln. dolarów na czysto. 10 razy więcej niż ‘Alexander’ Stone’a. Bez komentarza;)

Czekam na rok 2008. i nowy film Stallone’a…. ‘John Rambo’.

3.5/10 Poniżej oczekiwań. Film niepoważny.

FILMWEB: Link