Ali

16 06 2007

2001, reż. Michael Mann, wyk. Will Smith (Cassius Clay), Jamie Foxx (Bundini)

Historia Cassiusa Claya vel Muhhameda Aliego to wdzięczny temat dla filmowców. W zasadzie jest to bardzo ciekawy oraz inspirujący temat (wielki człowiek, wielki sport). Przyznać należy jednak, że najlepiej filmowi wróży reżyser Michael Mann. Trudno oprzeć się wrażeniu, że wręczenie do realizacji filmu biograficznego Michalowi Mannowi, który ma na koncie takie arcydzieła jak Gorączka, Ostatni Mohikanin, czy Informator bardzo wiele obiecuje. Sposób realizacji produkcji przez tego człowieka (sugestywne zdjęcia kamerą Thomsona, wyraźny i ostry szkic psychologiczne, duży nacisk położony na ‘klimat’ filmu) w połączeniu z konwencją filmu biograficznego zaostrza solidnie apetyt.

I właściwie tak jest, ponieważ od razu poznać, że jest to film Manna. Już od pierwszej minuty. Nocne, przesycone ‘ziarnem’ zdjęcia Cassiusa Claya, który w ciszy biegnie miastem otwiera ten film. Coś znakomitego. Jak również fakt, że pierwsze 10 minut filmu to właściwie teledysk- muzyka, migawki, fabuła prowadzona niemalże przez ścieżkę dźwiękową. Nie mamy okazji poznać Aliego, wtedy jeszcze Cassiusa Claya…

Trudno zarzucać coś Willowi Smithowi, to bardzo znany i dobry aktor. Nieraz już udowodnił, że nie należy go szufladkować w komediach. I pomimo, że zagrał bez zarzutu tworząc rymującego, chaotycznego i zapalczywego boksera, to jakoś nie porywa serca ta rola. Może nie jest miałka, lecz z pewnością kreacja jego życia to nie jest- właściwie wydaje się tak, jakby postać Aliego bardzo przytłaczała Smitha, choć ten pilnuje się by zrobić wszystko jak należy. W żadnym wypadku nie kłuje to w oczy, a Will został za tę rolę nominowany do Oskara.

Jedyne co mi doskwierało to odrobina nudy podczas całego obrazu… Barkowało tego ‘czegoś’, bo wszystko inne jest tu na wysokim poziomie. Bardzo ważne są tu sceny na ringu- na szczęście nie potraktowano tu tematu po macoszemu. Są pełne dynamizmu, dramatu i różnych, doskonałych zdjęć- niektóre zapierają dech w piersiach. Czasami można zobaczyć wszystko dokładniej, niż by się chciało.

No i oczywiście finałowa walka- majestatyczna, tajemnicza i wzruszająca- znakomite zakończenie filmu, który przedstawia ALiego między 20 a 32 rokiem jego życia, przez które przewinęły się takie osobistości jak Malcolm X i czy Don King.

Dobry film, dla fanów Mann’a obowiązkowy. Jak każda prawie biografia- ciekawa i warta obejrzenia, lecz żadne to dzieło epokowe.

7/10

FILMWEB: http://ali.filmweb.pl/





Miami Vice

14 06 2007

2006, reż Michael Mann, wyk. Collin Farrel, Jamie Foxx

Miami Vice to przede wszystkim legendarny serial. No i film, który wielu zawiódł. Ten zawód, mówiąc szczerze, wzbudził we mnie swego rodzaju wyrzuty sumienia! Jaki jest tego powód? Przecież choćby na takim film web.pl średnia ocen to 6,54 (ok. 2500 Głosów!) co stanowi fatalny wynik. Cortez wystawił dwóję a Crowley 3, odradzając ten film każdemu. A żabą to się prawie na jego temat pokłóciłem (“Zabiłeś mnie Koobs, dla jakiego klimatu?”)
Można sobie łatwo wyobrazić, że może się komuś film podobać, gdy innym niekoniecznie. Tym razem jest inaczej- będąc świadomym zawodu, jaki wywołał Miami Vice stwierdzam jasno- to jeden za najlepszych filmów jaki widziałem i z całkiem serio zaliczam go do kanonu swoich ulubionych filmów!
Z kina wyszedłem zdruzgocony (pozytywnie), atmosferę mąciło narzekanie osób towarzyszących na obraz Michaela Mann’a. Nie chcę nikogo obrazić, lecz uważam, że ten film po prostu trzeba ‘poczuć’. W innym wypadku to pozerska historyjka z odrobiną galimatiasu, fajnych bryk i pompatycznych kolesiów. Ja to widzę zupełnie inaczej: wręcz kocham ten film za KLIMAT. Jest on tak niesamowicie odczuwalny, realistyczny i wciągający, że każda minuta obcowania z tym filmem jest tym co najbardziej chyba lubię w kinie. Milczący przejazd z Ferrai przez mroczne miasto, ścigacz przecinający otchłań morza, spacer po południowoafrykańskim mieście, zdawkowe dialogi bogato ilustrowane spojrzeniami oraz niesamowite plenery stanowią, że ten film bardzo mocno do mnie przemawia. Nie jakimś przekazem, tylko atmosferą. Do tego wspaniałe plenery, a nie jakieś blueboksy. Wyśmienite zdjęcia, robione charakterystyczną kamerą Thomsona doskonale eksponują atmosferę nocy (bo film jest bardzo ciemny i bardzo ‘nocny’). Do tego kilka doskonałych momentów jak ‘pacyfikacja’ na osiedlu przyczep czy wstępna rozmowa z Yero, tak charakterystycznie zdawkowa dla wszystkich dialogów w filmie (Jamie Foxx to doskonały wybór nota bene). Gdy wspomniałem o tym aktorze wypada też wspomnieć o Farellu- i stwierdzam, że wcale nie zawiódł a nawet na odwrót- doskonale wpisuje się swoją postacią w klimat filmu. Dodam tylko, że pamiętam serial i jednak nie sposób porównywać te dwa dzieła. Film to film a serial to serial zresztą.
Dlatego z niecierpliwością wyczekiwałem DVD, aby zweryfikować swoje odczucia, czego efektem są powyższe słowa. Film w dwóch słowach magicznie klimatyczny- i dodam, że to kolejny udany film Mann’a moim zdaniem.
Pozostają w temacie DVD: wydanie wypada ‘średnio plus’- mamy oczywiście film z 5.1, lektorem do wyboru, ale bez komentarzy. Jakoś obrazu jak to na produkcje ostatnich lat- doskonała. Dodatki nie powalają, lecz mamy do dyspozycji dwa dokumenty i teledysk, co stanowi dość zwartą i ciekawą całość, choć pozostaje żałować, że nikt nie pokusił się i nieco bardziej rozwinięte materiały.
Pisałem już kilkadziesiąt stron wcześniej recenzję Miami Vice, nie pamiętam mojej oceny, ale teraz z czystym sumieniem ten film to dla mnie 9/10