
1997, reż. Tim Burton, wyk. Johhny Depp, Christina Ricci, muz. Danny Elfman
Adaptacja powieści Washingtona Irvinga to film bardzo udany. Legenda została tu ukazana w iście legendarny i znakomity sposób.
Nic tutaj nie zostało pozostawione przypadkowi. Wspaniałe tło muzyczne, znakomite kostiumy i charakteryzacja oraz efekty specjalne. Chociaż swtierdzenie, że wszystko charakteryzuje się wspaniałością jest niecelne.
Każdy element filmu bardzo dobrze się kombinuje, gdyż szereg kolejnych czynników składa się na ogólny, tak wyczuwalny w filmach Burtona Klimat. Przede wszystkim udało się tutaj spleść amerykańską legendę w charakterystyczny dla Burtona nastrój i atmosfere. Wszystkie jego filmy mają pewnego rodzaju wspólny mianownik. Nie twierdzę przez to, że Nowa Anglia z ‘Jeźdźca bez głowy’ to Gotham City z ‘Batmana’, aczkolwiek coś w tym stwierdzeniu drzemie.
I tak pogoda, scenografia i inne elementy snują nam mroczny, minimalnie psychodeliczny przez swoje czarne poczucie humoru- otoczenie. Otoczenie podkolorwane znakomitą obsadą. Mamy tutaj Christophera Walkena, co już zapowiada film niebanalny. Jednak nawjażniejsze we wszystkim to gra Johnnyego Depp’a- jakże czaruje on kreacją flegmatycznego naukowca. Aż ciśnie się na usta swojsko brzmiące ‘nie mędrca szkiełko i oko…’
Do duetu z Depp’em gra blado wypadająca w tym filmie Christina Ricci, która wygląda tu jak dzidziuś ale oczywiście gra trochę lepiej.
Doskonałe, krwiste, niebanalne kino. I to bez żadnych komputerów.
Rewelacja
9/10