
reż. Alexander Payne, 2002
‘About Schmidt’ to ciężki temat przedstawiony z lekkością, gdyż jest to film który odziera nas ze złudzeń przypominając o starości i tym
co nas czeka- bez happy endu. Chociaż wiele sytuacji pokazanych jest w zabawny sposób a czasem pojawia się nawet promyk nadziej to w
gruncie rzeczy i film i wspomnienie po nim jest przygnębiające. Stary człowiek odchodzi na emeryturę- w pracy same młode orły więc jest niepotrzebny. W domu natomiast
wyrodna córeczka na którą trzeba płacić i ‘jakaś stara kobieta’, która charakteryzuje się tym, że irytuje Schmidta i jest jego żoną.
Gdy jednak i ona odchodzi, Schmidt zostaje sam. Nawet jego wspomnienia przegrywają z rzeczywistością. Tak naprawdę gdy odejdzie, a później wszyscy , którzy go znali- to będzie tak jakby nie istniał…
Siły całemu obrazowi daje wytrawny Jack Nicholson, który potraktował bardzo poważnie. To nie ten Nicholson, którego znamy.
W dalszym ciągu jest on wybornym artystą, który zapiera dech w piersiach swą grą. Jest jednak grubszym, smutnym, nieśmiałym starszym
panem, który w sumie jest przegrany, czasem żałosny- i miota się od ściany do ściany w szarej rzeczywistości. Nie widziałem jeszcze tak
pokornego, ‘maluczkiego’ i nijakiego Nicholsona- to znaczy bohatera, którego gra. Albowiem Schmidt jest właśnie takim człowiekiem- starszym, grubszym panem
który w ostateczności nie mówi co myśli a pokornie wbrew sobie gryzie się w język, a w listach do pewnego afrykańskiego dziecka, które sponsoruje
-opisuje świat, jaki chiałby widzieć. Niestety, świat jest inny- czas przemija a większość z nas czeka nuda i nijakość- jeśli oczywiście będziemy ciężko
pracować na dam, samochód i rodzinę….
Polecam, wyśmienity film i obowiązkowa pozycja dla każdego, kto szanuje Nicholsona
7/10